
TROPAMI ÖTZIEGO
Planowanie tury rozpoczęliśmy od popularnego przewodnika Billa O’Connora. Na miejscu zmienialiśmy jednak trasę i udało nam się wyznaczyć ciekawszy – moim zdaniem – od „klasyka” wariant trawersu Alp Ötztalskich. Turę określiłbym jako „raczej trudną”, a przejście wymaga sporego doświadczenia skiturowego i dobrej kondycji.
Chcąc uniknąć tłumów na tyrolskich lodowcach, a jednocześnie wstrzelić się w przyzwoitą, wiosenną pogodę, wędrówkę zaplanowaliśmy w okresie poświątecznym. Wieczorem, w wielkanocną niedzielę 12 kwietnia 2009, wpakowaliśmy się w samochód, i po przejechaniu pustymi drogami 1300 km, w śmigusowo-dyngusowy poranek dotarliśmy do Längenfeld – miejscowości doskonale znanej wszystkim, którzy jeżdżą na „normalne” narty do Sölden. Samochód zostawiliśmy na parkingu pod bankiem, przy głównej drodze przez miasteczko (zero opłat, zero stresu). Po zjedzeniu resztek keksa ze świątecznej wałówki, wsiedliśmy do skibusa, który zawiózł nas do Obergurgl (bez opłat, nikt nie pytał o skipas).
Dzień 2: ROZGRZEWKA
Dystans: 18,1 km, podejścia: 1640 m, zjazdy: 1630 m, wysokość: 2200-3500 m
Po mroźnej nocy opuszczamy „na lekko” (wrócimy tu wieczorem, więc zostawiamy część betów) Langtalereck Hütte (2430 m) i kierujemy się na południe „długą doliną”, a następnie lodowcem Langtalerferner. Teren cały pocięty jest narciarskimi śladami – widać, że w Wielkanoc przewaliły się tu tłumy, ale my rozkoszujemy się ciszą i spokojem. Po niezliczonej ilości zakosów (wszystko tu dwa razy większe/dłuższe/wyższe niż w Tatrach) wychodzimy na przełęcz pomiędzy Annakoglem, a Hochwilde (3290 m). Skręcamy granią w lewo (SE) i podchodzimy na nartach jeszcze około 100 m w kierunku piku, aby pod skałkami, na wysokości 3400 m, zrobić skidepo, a następnie, czymś w rodzaju Orlej Perci, wyjść na północny wierzchołek Hochwilde (3461 m).
Wracamy wspaniałym zjazdem na drugą stronę przełęczy i lodowiec Gurgler, w odpowiednim momencie skręcając w prawo (N) przez przesmyk pomiędzy Annakoglem, a Mitterkammem, tak by dotrzeć do winteraumu Fidelitas Hütte. Podziwiamy stąd bardzo narciarskie stoki Annakogla i trochę żałujemy, że nie zrobiliśmy tego piku, a teraz jesteśmy już zbyt nisko, by chciało się wracać. Dalej nasza droga prowadzi niesamowitym kanionem u stóp lodowca Gurgler – nie chciałbym znaleźć się wewnątrz, gdy z północnych ścian sypią się do środka mini-lawinki i kamienie. Gdy jednak my pokonujemy szeroki miejscami na zaledwie kilka metrów kanion, wszystko już poschodziło i zalega pod nogami utrudniając jazdę – kilkakrotnie musimy odpinać narty. Gdy wreszcie lądujemy na dole przy strumieniu, okazuje się, że czeka nas jeszcze 200-metrowe podejście do Langtalereck Hütte (2430 m). Kilka przekleństw i w drogę...
Dzień 3: SZREŃ&CO.
Dystans: 15,1 km, podejścia: 1500 m, zjazdy: 1420 m, wysokość: 2200-3500m
Z Langtalereck Hütte (2430 m) zjeżdżamy w kierunku kanionu bardzo zmrożoną drogą wczorajszego podejścia. Metodą na husarza, czyli z nartami przytroczonymi do plecaka, pokonujemy kanion wyprowadzający nas na lodowiec Gurgler. Podchodzimy trzymając się cały czas jego prawej strony, a następnie wspinamy mozolnie lodowcem Kleinleitenferner na przełęcz Schalfkogeljoch (3375 m). Tu zostawiamy graty i na lekko ruszamy na szczyt Schalfkogla (3540 m). Z piku podziwiamy ślady wspaniałego i stromego zjazdu wprost na Gurgler (a więc i tak można...), a także najpiękniejszy widok tej tury: wyłaniające się z morza lodowca skalne cielsko Mitterkamm.
Wracamy na przełęcz Schalfkogeljoch (3375 m), o której Kuba Radliński w swojej relacji pisał: „Pomimo, że sam początek wygląda zachęcająco, to niżej stok gwałtownie się przełamuje i zamienia w skaliste urwisko”. Troczymy więc husarza, ale jest zbyt stromo, by schodzić przodem – tyły nart haczą o stok, a z kolei złażenie tyłem to niezłe kopanie się w śniegu. W naszych warunkach (dużo śniegu) najlepiej było jednak po prostu zjeżdżać pokonując ewentualnie najbardziej stromy fragment metodą „spadającego liścia”. Albo rzeczywiście załatwić sprawę szybko z asekuracją. Mozolne schodzenie i przemarznięcie w cieniu podcięło siły, a niżej niestety nie było łatwiej – lodowiec Nördlicher Schalfferner przywitał nas taką szrenią, że niech ją jasny szlag... A w jego dolnej części z kruchych zboczy poschodziło mnóstwo skałek i kamieni, które wymuszały jazdę karkołomnym slalomem.
Na deser, po osiągnięciu doliny Niedertal, trzeba jeszcze poświęcić 30-40 minut na podejście do schroniska Martin Busch Hütte (2501 m). Umiejscowienie schronu jest wyjątkowo perfidne: najpierw zza pagórka wyłania się jego komin, dach, okna, a gdy wreszcie dosłownie na wyciągnięcie ręki widać taras, ze skrzącymi w słońcu kuflami piwa to... jeszcze dwa kroki i okazuje się, że od schronu dzieli nas głęboki jar – trzeba popylać w górę doliny do mostku.
Dzień 4: MGŁĘ WIDZĘ
Dystans: 12,9 km, podejścia: 1030 m , zjazdy: 690 m, wysokość: 2500-3300 m
W Martin Busch Hütte, dzięki poznaniu Stephana, austriackiego przewodnika IVBV, modyfikujemy plan tury: pierwotnie planowaliśmy pójść za O’Connorem bezpośrednio do schronu Hochjochhospitz, ale ten wariant to odcięcie całego wielkiego obszaru Alp Ötztalskich. Za radą Stephana kierujemy się do włoskiego schronu Bellavista, który otwiera nam logiczną drogę na Weisskugel. Ale po kolei...
Z Martin Busch Hütte (2501 m) ruszamy w górę doliny Niedertal, lecz z powodu totalnie zdupionej pogody odpuszczamy sobie planowe wejście na Similaun (3606 m) obiecując jednocześnie, że jeszcze kiedyś tu wrócimy. Kierujemy się prosto do Similaun Hütte na przełęczy Niederjoch (3016 m). Przy piwie dowiadujemy się, że przechodzi front i prognozy są bardzo złe przynajmniej na 2 dni. W totalnej mgle ruszamy w poszukiwaniu kopca upamiętniającego znalezienie Ötziego – legendarnego człowieka lodu (warto zerknąć do Wikipedii). Znajdujemy go (tzn. kopiec) wyłącznie przy pomocy GPS-a, bez którego w tym pogodowym syfie moglibyśmy jedynie wrócić na piwo – o ile byśmy trafili.
Kawałek dalej, po osiągnięciu czegoś, co wydawało się granią popełniamy szkolny błąd i zjeżdżamy na niewłaściwą stronę (rozgrzesza nas klasyk, który pisał: „mgła ogałaca narciarza z wszelkiej broni, odbiera mu wzrok, poczucie stromizny, możność orjentacji, wywołując na dobitkę ciężką depresję psychiczną. W mgle chodzi się godzinami w kółko, jak chore małpy w klatce” Opp 19 w.17-20). GPS szybko jednak nas koryguje i po osiągnięciu prawdziwej przełęczy Hauslabjoch (3279 m) zjeżdżamy przez zasypany śniegiem lodowiec Hochjochferner.
Początkowo jest dość płasko, co dodatkowo utrudnia zjazd, gdyż przy widoczności na 5-10 metrów nie bardzo wiadomo, w którą stronę spada teren. Nawigujemy się wyłącznie na GPS-a, ale track OEAV wyprowadza nas w miejsce, które nie sprawia w tych warunkach wrażenia bezpiecznego. Na szczęście na tej wysokości zaczyna już być coś widać, więc szukamy własnej drogi zejścia w dolinę. Czujnie przekraczamy stok, który wydaje się nam zarówno lawinowy, jak i szczelinowy. Po osiągnięciu dna doliny kierujemy się w lewo (SW) na przełęcz Hochjoch do włoskiego schronu Bellavista (Schöne Aussicht Hutte) (2842m) położonego na terenach narciarskich Kurzras.
Bellavista okazuje się najbardziej wypasionym schroniskiem na trasie naszej wędrówki. Panuje tu typowo włoski luz, kolacja pachnie parmezanem, z kranów leci dowolna ilość ciepłej wody (pranie!), a za pisuar służy... ech, sami musicie to zobaczyć! Bierzemy saunę, a potem kąpiel w bani na zewnątrz schronu z gołymi Niemkami w wieku balzakowskim. A wszystkie te atrakcje kosztują jedynie 20E więcej niż w schronach po austriackiej stronie granicy.
Dzień 5: NAFUKAŁO
Dystans: 20,3 km, podejścia: 1440 m, zjaz-dy: 1940 m, wysokość: 2300-3700 m
Sypało całą noc. Z Bellavisty (2842 m) idziemy najpierw na północ wyratrakowaną trasą, a potem na wysokości 3100 m odbijamy w lewo (W) i trawersujemy zbocza osiągając przełęcz pomiędzy Im hintern Eis oraz Egg (3163 m). Stąd, w boskim puchu, zjeżdżamy na lodowiec Hintereisferner witający nas chwilowym słońcem i założonym przez zespół Francuzów w kopnym śniegu śladem, którym podchodzimy sprawnie na przełęcz Hintereisjoch (3469 m).
Niestety pogoda kompletnie siada i Francuzi rezygnują z Weisskugla. Robiąc wycof krzyczą do nas przez wiatr i mgłę: „steep”. „No nie, tak bez jednego strzału to mogą oddawać Niemcom Paryż” – myślimy sobie i po chwili historycznej refleksji uruchamiamy pokłady ułańskiej fantazji, by na husarza, w totalnej mgle, zaatakować stromą ściankę, a następnie na macanego próbować utrzymać się w grani prowadzącej na szczyt We-isskugla (3739 m). Dochodzimy tak wysoko, jak da się dojść na nartach, ale na wysokości 3719 m wywieszamy białą flagę odpuszczając sobie część skałkową. Wracamy drogą podejścia na przełęcz, a następnie lodowcem Hintereisferner zaliczamy najdłuższy na turze, 10-kilometrowy (tak długi, że w pewnym momencie aż nudny...) zjazd do Hochjochhospiz Hütte (2412 m). Na deser czeka nas tradycyjnie strome i długie podejście do tego niewielkiego, kameralnego schronu.
Dzień 6: LAJTY
Dystans: 11,2 km, podejścia: 1260 m , zjazdy: 910 m, wysokość: 2400-3500 m
Wreszcie się wypogadza. Krótka trasa i pełne słońce pozbawiają nas czujności. Opuszczając Hochjochhospiz Hütte (2412 m) wierzymy zało-żonemu śladowi i idąc jak po szynach za bardzo zapuszczamy się w kierunku Guslarspitze. W porę się jednak orientujemy i wracamy na właściwą drogę, czyli do stóp lodowca Kesselwandferner. W pełnym słońcu zakładamy w głębokim śniegu pierwsze ślady zmierzając na łatwodostępną przełęcz OberesGuslarjoch (3361 m). Tu zostawiamy bety i na lekko wchodzimy na bardzo narciarski Fluchtkogel (3500 m).
Na marginesie: po raz pierwszy na tej turze widzimy człowieka poruszającego się na nogach, a nie na nartach. Wydaje się, że wszyscy tu rozumieją, że narty są najlogiczniejszym sposobem przemieszczania się zimą po górach. Prawie też nie spotyka się wiązań Fritschi czy Naxo – 95% sprzętu w narciarniach mijanych schronisk wyposażonych jest w rozwiązania Dynafita. Ale do rzeczy...
Po obejrzeniu ze szczytu Fluchtkogla imponującej panoramy Alp Ötztalskich, czeka nas wspaniały zjazd najpierw na przełęcz, a następnie lodowcem Guslarferner do ogromnego i bardzo zatłoczonego schroniska Vernagt Hütte (2755 m) – pierwszego, do którego dojeżdża się na nartach pod same drzwi. Jest sobotni wieczór i schron pęka w szwach. Nikt nie przestrzega tu ciszy nocnej.
Dzień 7: DOŻYNKI
Dystans: 26,6 km, podejścia: 1570 m, zjazdy: 2940 m, wysokość: 1400-3800 m
Z samego rana ruszamy w tłumie skiturowców z Vernagt Hütte (2755 m) lodowcem Kleiner Vernagtferner na stromą przełęcz Brochkogeljoch (3423m). Końcówkę wejścia robimy na husarza, a ja przy okazji dowiaduję się, co warte są ultra-lekkie raki Campa XLC390– przedni ząb wygina się do góry, gdy pod śniegiem trafia na kamień. Za przełęczą spotykamy kolejny, płynący od strony Pitztal strumień ludzi zmierzających na najwyższy szczyt Tyrolu – WildSpitze. Pogoda zaczyna się poważnie paskudzić, więc ludziska idą gęsiego, jedynym założonym śladem.
Nie chcąc być częścią tej masówki, obieramy mniej znaną drogę prowadzącą przez grań opadającą z północnego wierzchołka Dzikiego Szczytu. W kotle pod pikiem odbijamy w lewo (N) i po stromym (na husarza) podejściu na grań robimy skidepo, a dalej z buta, już w totalnym mleku zdobywamy najpierw północny, a potem główny, wierzchołek WildSpitze (3770 m) – drugi pod względem wysokości pik Austrii.
Teraz moglibyśmy wybrać tradycyjną drogę, czyli marsz przez Mittelbergjoch, ale postanawiamy wytyczyć trochę bardziej ambitny wariant, tak by szerokim łukiem ominąć tereny narciarskie Pitztal. Zjeżdżamy na północną stronę grani, ale czyha tam na nas szczelina – kolega ląduje głową w dół stoku z jedną nogą zapadniętą w dziurę i nie bardzo wiadomo, jak duże jest to coś pod nim. Z kłopotów wychodzi sam asekurowany z szybko założonego stanowiska, ale w dalszą drogę ruszamy trochę psychicznie pokiereszowani i... grzecznie związani linami. Kierujemy się na wschód na przełączkę bez nazwy (UTM WGS84: 32 T 642898 5194729, 3533 m), z której długim, stromym i pachnącym lawiną zjazdem udaje się nam przedostać na południową odnogę lodowca Mittelbergferner. Wspaniały, długi zjazd pomiędzy Rechterfernerkoglem, a Linkerfernerkoglem doprowadza nas w okolice dolnej stacji gondolek Pitztal – gdy tylko widzimy je po lewej stronie, odbijamy w prawo (NE) na lodowiec Karlesferner.
Od celu naszej wędrówki – Sölden – dzieli nas już tylko jedna przełęcz, ale sprawy zaczynają przybierać kiepski obrót – czujemy w nogach te 7 dni marszu. Na dodatek jest późno: to ósma godzina tury, a mieliśmy może dwa piętnastominutowe odpoczynki, przygodę ze szczeliną i wyczerpujący psyche, zagrożony zjazd. A pogoda nie rozpieszcza. Gdy stajemy w kotle, z którego powinniśmy wchodzić na przełęcz Rettenbachjoch (2990 m), tak naprawdę nie bardzo wiemy, gdzie ona jest. Tracimy mnóstwo czasu na kilkukrotne sprawdzanie mapy, GPS-a i ciągłe konsultacje, aż wreszcie zaczynamy wspinać się prawą stroną kotła w kierunku widocznego przez mgłę żlebu, który wydaje się wypro-wadzić nas na grań. I wtedy, kompletnie nieoczekiwanie, pojawia się lokales intensywnymi nawołaniami zawracający nas na właściwą drogę. Sądząc po tonie jego głosu musieliśmy wybrać naprawdę durną strategię. Przenosimy się na lewą stronę kotła i śladem naszego anioła stróża stromo, początkowo na nartach, a potem na husarza, osiągamy przełęcz. Wykończeni wchodzimy do otwartego i ogrzewanego pawilonu obsługi gondoli Sölden – na stole leżą fajki, a w tablicy rozdzielczej zostawiono wszystkie klucze. Propozycję, żeby uruchomić wyciągi i trochę sobie pojeździć na nartach, traktujemy jak ponury żart.
W totalnej mgle, ale za to wyratrakowanymi trasami zjeżdżamy lodowcem Rettenbachferner. Do Sölden (1385 m) docieramy o ósmej wie-czorem, po 13 godzinach tury. Spóźniliśmy się na ostatniego skibusa, więc taksówką za 20E przenosimy się do Längenfeld. Czeka na nas samochód, umówiony nocleg (25E), duża pizza i pachnące świeżością, cywilne ciuchy.
Autor:
Przemek "przemski" Falczyński
DZIĘKUJĘ
sieci sklepów turystycznych HORYZONT
za sprzętowe wsparcie
mojego udziału w trawersie Alp Otztalskich.
SCHRONISKOWE ZWYCZAJE:
• w niektórych schroniskach jest pościel, ale dobrze mieć swój kokon do spania – jedwabna mumia waży około 100g
• należy zarezerwować noclegi, a także zabrać ze sobą telefony do schronów, by ewentualnie przełożyć rezerwacje
• cena HB (nocleg, śniadanie, kolacja) dla posiadaczy kart OEAV lub DAV wynosi około 35E (tylko Bellavista 55E). Porcje są wystarczające. Piwo kosztuje 4-4,5E. Po przybyciu do schroniska otrzymujemy kartę, na której zapisywane są wszystkie wydatki – płaci się raz, przed opuszczeniem schroniska
• rano można za darmo napełnić termos tzw. marschtee (rozpuszczony herbaciany granulat lub zwyczajna woda z sokiem)
• w schroniskach są kapcie, ale chyba lepiej mieć swoje
• śniadania podawane są od 6 rano, na turę należy wychodzić nie później niż o 7 rano
WARTO:
• przeczytaj opis tury Billa O’Connora (Alpine ski mountaineering: Central and Eastern Alps) i relację Kuby Radlińskiego (www.wyrypy.net)
• przygotuj tracki na turę z wydawnictwa OEAV „Alpenvereinskarten Digital” i internetu (np. www.gps-tracks.com)
• tury nie lubią tłumów, optymalny wydaje się zespół 4-osobowy (2 liny po 30 m)
• załóż dłuższy przynajmniej o 2 dni czas akcji górskiej na wypadek, gdyby pogoda przytrzymała Cię w schronisku
• poznaj historię śniegu: przynajmniej na 3 tygodnie przed dotarciem na miejsce notuj ilość opadów, temperatury, kierunek wiatru i nasłonecznienie
• przygotuj widoki tury (kluczowe podejścia i zjazdy, szczeliny lodowców) w oparciu o GoogleEarth – przydadzą się, gdy będziesz szedł we mgle
::: pogoda w Solden ::: prognozowany opad :::
meteo Stabelebahn 2100m, meteo Giggijoch 2500m, meteo Rattenbach 3000m
KAMERY
::: KOMUNIKAT LAWINOWY DLA TYROLU :::
TURA:
KubyR opis tury otztalskiej + mapka poglądowa
opis tury z przewodnika Billa O'Connora
otztalska galeria foto KubyR
otztalska galeria foto wsoliego
kolejna porcja kilkudziesięciu zdjęć otztalskich
SCHRONY:
Langtalereck Hütte (2430m)
Martin Busch Hütte (2501m)
Bellavista (Schöne Aussicht Hutte) (2842m)
Hochjoch Hospiz Hütte (2412m)
Vernagt Hütte (2755m).
MAPY:
Alpenvereinskarte w wersjach zimowych (Skirouten),1:25000:
• Ötztaler Alpen, Gurgl, nr 30/1
• Ötztaler Alpen, Weisskugel, nr 30/2
• Ötztaler Alpen, Wildspitze, nr 30/6
Kompass Ötztaler Alpen nr 043, 1:50000 (cała tura na jednej mapie, mało przydatna w terenie).
VARIA:
asekuracja na lodowcu wg Petzla (pdf)
rozkład jazdy skibusów w dolinie
CAŁA TURA BYŁA WBIJANA